piątek, 6 lipca 2012

EN 11: Korzenie gór i upadek

Dalsza część kampanii. Tym razem trochę łażenia po podziemiach, trochę na powierzchni i na finał kończymy z "heroik fantasy" (czyli mamy final fantasy ;-)

Sesja 27-06-2012


Waleczna Kompania:
Ashrak - człowiek - kapłan Solariana - doświadczony
Ais Strogg - półelfka - łotrzyk - doświadczony
Deali - elfka - tropicielska - doświadczony
Damarok - człowiek - wojownik mag - doświadczony - Tomek nieobecny.
Grani - krasnoludy - wojownik - doświadczony - jako npc.

Drużyna zaczęła gdzie skończyła ostatnio, czyli głęboko pod górami w tunelu podziemnego strumienia. Waleczna Kompania ruszyła dalej z prądem i po jakim czasie odczuła, że nurt mocno przyspieszył i nagle BG znaleźli się na skraju pomieszczenia, z którego woda z szumem znikała w dziurze w podłodze. Prąd wody okazał się tak silny, że BG testowali siłę lub zręczność by sprawdzić czy uda im się utrzymać na nogach. Nie powiodło się Ais i Damarokowi, ale reszta rzuciła się im na pomoc. Niestety nie udało się im w porę złapać Damaroka i woda ściągnęła go niebezpiecznie blisko "spływu" w podłodze. Na szczęście w ostatniej chwili udało mu się złapać jakiejś wystającej skały. W momencie, gdy drużyna zaczęła się zastanawiać jak się przeprawić przez tę nieckę - z wody wynurzyło się ośmioro Zgrzytników i rzuciło na BG.

Pozycja wyjściowa.




Pierwsza runda

Mając inicjatywę, Żaboludy jak zwykle zastosowały swoja technikę skakania na przeciwników, ale z mizernym skutkiem, bo nic nie zrobili BG, a co więcej już w pierwszej rundzie trzech z nich "popłynęło z prądem"



Druga runda
Zgrzytniki znów niewiele zdziałały, ale tym razem i BG mieli fatalne rzuty. Ponieważ Żaboludzi zostało mniej niż połowa w następnej rundzie mieli uciekać.


Zakończenie walki.
Tym razem Zgrzytnikom dopisało szczęści, nawet podwójne, bo na inicjatywę dostały Jokera i żaden z okazyjnych  ataków BG nie trafił celu, więc pozostałe przy życiu Żaboludzie zniknęli w "spływie".




Drużyna jakoś przy pomocy liny przeprawiła się przez nieckę i na czworakach ruszyła niskim tunelem, w którym do niedawna płynął strumień. Po jakimś czasie z koryta strumienia wyszli do zadymionej jaskini. Po wstępnych oględzinach pomieszczenia doszli do wniosku, że to leże około dwudziestu orków, więc ostrożnie ruszyli szukać wyjścia. 


Penetrując korytarze trafili na "pokój" wodza, później szamana, następnie magazyn i leże ogra. W jednej z odnóg jaskini BG trafili na zagrodę z wargami, ale dzięki pomysłowości Deali (i pozostałości konia) udało się drużynie dotrzeć do wyjścia. Tam widząc tłum orków zajętych obserwacją dolin Waluzji BG postanowili oddalić się chyłkiem, co im się udało. Po kolejnych kilku godzinach znaleźli się u podburza gór i postanowili ruszyć w stronę Aragronu.

Gdy zbliżali się tunelem do jaskini z moich usta padło:
"... powoli na czworakach posuwacie się do przodu i tak się posuwając wszyscy doszliście..."
Po nieprzewidzianej chwilowej przerwie mogłem kontynuować dalej sesje. ;-)

Tradycyjnie już miast penetrować i przeszukiwać lokację BG prawie przebiegli jaskinie Orków, przez co z rzeczy na które mogli trafić znaleźli tylko w pokoju szamanki mikstury. Trudno. Z drugiej strony gdy już ominęli Orków, gdy przeczytałem im zmieniony obraz Waluzji gracze byli zaskoczeni i dopytywali się ile godzin minęło skoro nastąpiły takie zmiany i jak to możliwe, że stało się to w tak krótkim czasie.



Utracona niewinność.

W drodze do Aragronu BG trafili na zniszczoną farmę. Na podwórzu leżało kilka trupów, a samo domostwo zostało spalone. Wokół trupów BG odnajdują dziwne trójpalczaste ślady i wielkie okragłe.
Już mieli ruszyć dalej gdy bystre oczy Ais dostrzegły, że w krzakach pomiędzy budynkami coś się chowa.

W tym miejscu nastąpiła taka wymiana zdań:
Ashrak - Nie będę łaził po jakiś krzakach, to zadanie dla elfów.
Ais - Ale ja jestem półelfem!!!
Ashrak - to wejdź do połowy.

Okazało się, że w krzakach ukryła się mała dziewczynka i koniec końców udało się Ashrakowi przekonać ją do wyjścia z ukrycia. Mimo, że BG nie zajęli się jakoś bardzo wylewnie Tam to dziewczynka ruszyła z nimi w dalsza drogę.

W dalszej drodze dałem do zrozumienia Ashrakowi, że coś jest naprawdę nie w porządku, bo po godzinie drogi stwierdza, ze nie odzyskał punktu mocy ponieważ moc Solarina tych ciemnościach jest ograniczona. Gracz radosnej miny nie miał. ;-)


Banalne zło.

Drużyna dotarła do traktu idącego u podnóża gór do Aragronu, a później do Królewskiego Portu. Po jakimś czasie natrafili na miejsce wypadku. Oczom ich ukazał się rozbity w przydrożnym rowie wóz i jakieś ciało leżące na środku drogi. Gdy się zbliżyli "zwłoki" się podniosły mierząc do nich z dwóch pistoletów i prosząc o oddanie wszelkich kosztowności i się oddalenie.
Pierwsza reakcja BG była "ty mówisz do nas?",
Tak - padła odpowiedz - mamy przewagę liczebną - i z tymi słowy zza drzew wyłoniło się 8-miu bandytów. I tu inicjatywę przejął Ashrak i wygłosił płomienne przemowę o "nadchodzących złych czasach i o potrzebie zjednoczeni się przeciw złu itd." Efekt był taki, że herszt bandytów napiął kurki pistoletów, wycelował je w kapłana i rzekł - oddajcie wszystkie cenne przedmioty i puścimy was wolno. Nie było o czym mówić więc obie strony sięgnęły po broń.

Początek
Herszt mając przewagę zaskoczenia strzelił z pistoletów do Ashraka ale z mizernym skutkiem.




Pierwsza runda
Damarok starli się z hersztem zadając mu dwie rany. Otaczając bandyci oddali salwę z kusz do drużyny powodując tylko szok u Ashraka. W odpowiedzi Deali wyeliminowała jednego bandytę, a Ais zszokowała drugiego. 



Druga runda
Bandyci zajęli się ładowaniem kuszy, a w tym czasie Ashrak i Damarok wykończyli herszta. Obie łuczniczki zdjęły się po jednym z bandytów.


Trzecia runda
Bandyci rzucają się do ucieczki, ale niesyty BG maja lepsze karty inicjatywy i padają kolejne trupy, niemniej dwóm bandytom udaje się uciec. 
 


Gracze prosili mnie żebym w raporcie podkreślił, że tym razem chcieli sytuacje załagodzić i pertraktowali, a nie od razu atakowali. ;-)


Na gruzach Waluzji

Wreszcie po kilku godzinach marszu BG dotarli do Aragronu. Niestety z dala było widać już dymy unoszące się nad wioską i okazało się, że wioska została zniszczona. Drużyna w gruzach karczmy (która wyglądała jakby coś gigantycznego na nią nadepnęło) odnajdują ciała Sarrela i Keswraitha. Po oględzinach innych tropów okazało się, że są podobne do tych na farmie, a poza tym znaleźli głębokie koleiny po kołach kilku mocno obciążonych wozów i ślady nieokreślonej liczby ludności prowadzące w stronę Królewskiego Portu.


Upadły bohater

BG postanawiali jak najszybciej udać się do Królewskiego Portu. Po jakimś czasie marszu traktem trafili na zawalony most nad górskim strumieniem. Okazało się, że na dnie wąwozu wśród kamieni leży zwłoki konia i ciało jeźdźca.

Gdy stwierdziłem, że jeźdźcem był krasnolud, Michał grający Ashrakiem spytał "- nie gadaj, że to Młot na golemy!?", odpowiedziałem że "- niestety tak". Drużyna wycyganiła zwłoki krasnoluda a Ashark zadeklarował ze usypując mu kurhanik. Szlachetnie, ale z drugiej strony Ashark wziął pierścień Ragulona, a Ais jego magiczny młot. ;-)

Powiem szczerze jestem zadowolony, że gracze zapamiętują postaci jakie spotykaj wcześniej i w taki czy inny sposób przejmuje się zaistniałą sytuacją.


Dalsza droga

Drużyna wreszcie dociera do Królewskiego Portu. Na pierwszy rzut oka mury wydaja się nietknięte, ale po chwili widać, że bramy są otwarte, nad miastem unoszą się kłęby dymu, a do uszu BG dochodzą odgłosy walki od strony zamku królewskiego. Waleczna Kompania biegiem rusza w tym kierunku. Nagle pojawia się kilka czterorękich humanoidów, ale pod przewodnictwem Ashraka drużyna postanawia nie przejmować się nimi i biec dalej. Po przebiegnięciu kolejnych dwu przecznic drużyna zostaje osaczona przez owe humanoidy. Po dokładnym przyjrzeniu się im okazuje się, że przypominają Pająki z starożytnych waluzyjskich legend.

Zasadzka początek
Jak widać na drużynę napadło 16 pająków.
 


Pierwsza runda
Pająki skoczyły na BG. Po brutalnej wymianie ciosów padł jeden pająk, a Ais doznała szoku ;-)
Zamaskowany przywódca Pajaków latajacy nad polem walki na dysku próbował zdominować umysł Ashraka, ale mu się nie udało.


Druga runda
Po kolejnej wymianie ciosów padły kolejne 3 pająki, ale niestety została wyelimonwna także Ais, a  Damarok został zdominowany przez przywódce pająków.




Zakończenie
W umysłach BG pojawiła się dwie wizje. W jednej oddaj się w niewole pajków a w drugiej zostają zabici.
Z niechęcią drużyna postanawia się poddać.


I na tym zakończyłem sesje.

Po sesji doszedłem do wniosku, że ostatnią scenę moglem jeszcze lepiej rozegrać "znęcając" się bardziej nad BG ;-). Zamiast od razu rzucać na nich 16 pająków plus dowódca, atakować ich mniejszymi grupkami co przecznice i ostateczną walkę rozegrać przed sama brama królewskiego zamku. Co ciekawe jak o tym wspomniałem graczom to przyznali mi rację, że byłoby to jeszcze ciekawsze.
Niemniej i tak było chyba nieźle skoro gracze dopytują się kiedy gramy dalej, a miedzy sobą rozważają "ciekawe co będzie dalej".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz